Bez Edge Ranku ani rusz

27.08.2014

Kilkadziesiąt lat temu Marshall McLuhan pisał, że medium jest przedłużeniem człowieka. Tym medium może być praktycznie wszystko – od adidasów, przez spodnie aż po czapkę, o torebce nie wspominając. Czy zatracamy naszą prawdziwą osobowość przez przedłużanie siebie mediami? Nie sądzę by tak było w stu procentach. Na pewno coś z siebie dajemy, ale coś też dostajemy. Szczególnie jest to widoczne w kontakcie z nowymi mediami.

Szerokim echem odbił się ostatnio eksperyment dziennikarza „Washington Post”, który sprawdził jakie posty podsuwa mu Facebookowy newsfeed. Okazało się, że wcale nie takie, jakich by się spodziewał. Nie było tam wielu rzeczy, których można by oczekiwać i do tego nie były to zawsze wpisy najnowsze. Newsfeed bowiem działa w specyficzny sposób. O działaniu Facebookowych algorytmów decydujących o tym, co ukazuje się naszym oczom na portalu, krążą legendy. Jest jednak jedna ciekawa rzecz, którą powiedział w amerykańskiej gazecie project manager zajmujący się newsfeedem w firmie z Palo Alto – za to, co widzimy w newsfeedzie odpowiadamy my sami. Sami tworzymy newsfeed naszymi zachowaniami w sieci. Weszliśmy na kolejny poziom relacji medium-człowiek. Teraz nie tylko medium jest przedłużeniem człowieka, ale także człowiek przedłużeniem medium.

Dotąd to my byliśmy w większym stopniu przedmiotem. Nie mieliśmy wpływu na to, co nam się podaje w gazetach czy telewizji, na stronach internetowych także. A tutaj zmiana. Nieświadomie decydujemy o kształcie strumienia (ś)wiadomości, od którego spora część z nas zaczyna dzień. To dopiero siła i to taka, której nie jesteśmy świadomi.

Co chwila w mediach pojawiają się głosy, jaki to straszny ten Facebook – bo albo robi jakieś eksperymenty, albo wykorzystuje nasze dane, albo niszczy nasze relacje, a teraz dodatkowo stara się sterować naszą psychiką, bo jak inaczej nazwać to, że dokonuje za nas selekcji treści, które są dla nas ważne? To nie my decydujemy, który z naszych znajomych jest nam bliższy, a Facebook. To nie my decydujemy, która marka jest naszą ulubioną, a Facebook. To nie my decydujemy, czy zgadzamy się z opinią danego polityka, robi to Facebook. To nie my angażujemy się w inicjatywy społeczne, a robi to Facebook. Wolne żarty.

To my sami decydujemy i czas sobie wreszcie to uświadomić. Bo owszem, ciekawy eksperyment, fajnie pokazać, że w newsfeedzie wyświetlają się stare posty, posty od dawno niewidzianych znajomych albo marek, ale to są ciekawostki. Można to wykorzystywać prowadząc komunikację na Facebooku, można to analizować, ale decydująca jest inna rzecz – te wszystkie rzeczy nie dzieją się bez przyczyny. One dzieją się dlatego, że my wcześniej zalajkowaliśmy to czy tamto, napisaliśmy komentarz, weszliśmy na daną stronę, zawarliśmy określoną znajomość i polubiliśmy daną markę. Fajnie byłoby to wszystko zwalić na kogoś innego, na tego złego Facebooka, ale Facebook nie jest zły. To my nie radzimy sobie z odpowiedzialnością za to, co na nim robimy.

To dobrze, że mamy narzędzia, dzięki którym nasz mózg odpoczywa. Mamy GPS, mamy smartfony, a ciekawych treści również już nie musimy poszukiwać, bo Facebook sam je nam dostarczy i to nie na podstawie doboru przez jakiś ekspertów, a na podstawie naszych zachowań. Facebook to nie zagrożenie dla wolności, to wyzwanie dla każdego użytkownika. Przynosi czasem negatywne skutki, także samobójstwa, kradzieże, oszustwa i inne dramaty, ale to nie jest sprawka Edge Ranku, a ludzi. Jeśli więc Fejs Cię męczy, to go nie używaj. Jeśli chcesz go używać, to nie narzekaj, tylko rób to w taki sposób, który Ci odpowiada. Zwalanie wszystkiego na Edge Rank nie ma sensu. Papież mówi wszak, że trzeba chwytać dzień i brać odpowiedzialność za siebie i ze swoje życie. Bez tego nie ma szczęścia. A tak przy okazji, papież korzysta z Twittera. Przypadek?