Kiosk z artykułami do czytania

31.10.2014

Blendle może doskonale współpracować z istniejącymi paywallami. Jedna z najbardziej popularnych gazet w naszym kiosku (NRC Handelsblad) też oferuje użytkownikom płacenie za pojedyncze artykuły na swojej stronie. My docieramy do ludzi, którzy chcą czytać różne gazety – wyjaśnił mi Thomas Smolders, strateg Blendle, szef rozwoju międzynarodowego firmy. Blendle zapewnia, że ich użytkownicy „kochają” płacić za dziennikarstwo. Nie zawsze jednak lubią prenumeraty. Wydawcy zaś nie tracą subskrybentów. Przeciwnie – zyskują nowych.

Blendle w skrócie:

  • to holenderski kiosk sprzedający artykuły na sztuki i całe wydania gazet; uruchomiony w kwietniu tego roku
  • otrzymał właśnie 3 mln euro na rozwój od The New York Times Company oraz Axel Springer,
  • ma ambicje wejść na rynek europejski i światowy

Blendle jest śliczny
Kiosk doskonale eksponuje artykuły, wiąże je z rekomendacjami użytkowników, redaktorów Blendle. Rzuca się w oczy dbałość o szczegóły… spotykana w wydaniach papierowych – Blendle twierdzi że zakupiło licencję na setki rodzajów i krojów czcionek. To widać… A do tego świetny, poziomy układ kiosku. Warto go obejrzeć.

kiosk Blendle

kiosk Blendle

Blendle to nie internet
Fakt, kiosk jest internetowy, jednak – na co zwracają uwagę sami jego twórcy – treści pochodzą z drukowanych wydań holenderskich gazet. Według SimilarWeb w okresie kwiecień-wrzesień 2014 połowę ruchu przychodzącego do Blendle, stanowiły wejścia bezpośrednie, niemal 25% przyszło z sociala. Ruch wychodzący z serwisu w 80% trafił na Twittera i Facebooka. Reszta głównie na moduły płatności. Blendle jest więc zamkniętym systemem, do którego wrzucane są treści, a ruch odbywa się wewnątrz kiosku i pomiędzy kioskiem a serwisami społecznościowymi. W obie strony.

Blendle to też trochę Spotify
Kiosk zasłynął brawurowym pomysłem sprzedawania artykułów na sztuki i do tego z prawem zwrotu pieniędzy, jeżeli po przeczytaniu użytkownik nie jest zadowolony…. lub, po prostu, chciał przeczytać za darmo. Za artykuł trzeba zapłacić kilka lub kilkadziesiąt eurocentów, można też kupić całe wydanie, z którego artykuł pochodził. Z tego też powodu szybko Blendle zostało nazwane „iTunem dla gazet i czasopism”. Thomas Smolders, którego dopytywałem dlaczego dla wydawców ma być lepszym modelem iTune, a nie Spotify, zwracał uwagę, że kontent w Spotify właściwie nigdy się nie starzeje – the Beatles byli, są i będą słuchani. Artykuły się starzeją. Tym samym więc szybko przestają zarabiać. Blendle podpowiada wydawcom, co w kiosku się dobrze sprzedaje: „nie jest to sex i wypadki samochodowe, lecz głębsze analizy i wywiady”.

Artykuł w kiosku Blendle

Artykuł w kiosku Blendle

Kiosk pozwala połączyć konto prenumeraty cyfrowej wykupionej np. w HetParool z kontem kiosku, czyli otworzyć artykuły dziennika zgromadzone w Blendle. Mówiąc krócej – Blendle ma abonamenty (jak Spotify), ale nie swoje. Co więcej, Blendle ofertuje swoich użytkowników subskrypcjami wydawców, jeżeli w ciągu miesiąca wydadzą co najmniej 80% ceny prenumeraty wybranego tytułu.

łączenie Blendle z kontem prenumeraty

łączenie Blendle z kontem prenumeraty

Blendle pozwala czytać za darmo
Opcja zwrotu pieniędzy po przeczytaniu artykułu działa (sprawdziłem, wielokrotnie). Dostałem po zarejestrowaniu się 2,5 euro na start i… gdyby nie bariera językowa, mógłbym powiedzieć, że codziennie czytam (raczej jednak oglądam) po kilka artykułów i jeszcze nie musiałem doładować konta. Thomas Smolders twierdzi, że 20% ze 135 tys. zarejestrowanych użytkowników doładowywało swoje konto kwotą 5, 10, 20 lub 50 EUR. Blendle nie chce jeszcze podawać wyników finansowych. Wiadomo tylko, że 70% przychodu dostaje wydawca, 30% zatrzymuje kiosk. Pozostaje mi uwierzyć, że inwestorzy, którzy włożyli w Blendle 3 mln euro widzieli w tym swoje przyszłe zyski.

Blendle w Polsce
Możliwe, ale nie wiadomo. Wszystko zależy od tego, w których państwach wydawcy będą najbardziej podekscytowani twierdził niedawno Alexander Klopping, współzałożyciel Blendle. Dziś Thomas Smolders jest bardziej powściągliwy, odpowiada mi: analizujemy różne rynki.

Polski rynek płatnych treści jest młody, młodszy niż przeciętny w Europie. Nie należymy też do europejskiej czołówki czytających gazety. No, i mamy w Polsce działającą platformę dla tych, którzy „chcą czytać różne wydawnictwa” i płacić raz, w jednym miejscu – to Piano National. Działa też kilka e-kiosków (nie tak „ślicznych” jak Blendle), które sprzedają „papierowe” treści różnych wydawców.

Jesteśmy więc wystarczająco podekscytowani? Jesteśmy gotowi sprzedawać nasze artykuły na sztuki i zwracać pieniądze nie chcącym za nie płacić? Ja podekscytowany nie jestem. Mając we krwi metered paywall nie mam problemu z warunkowy, darmowym dostępem do płatnych treści. Rozumiem, że trzeba „dojrzeć” do wykupienia abonamentu, nielimitowanego dostępu. A żeby dojrzeć, trzeba czytać i mieć co czytać. Mam problem z oddawaniem pieniędzy po przeczytaniu artykułu, bo opłata za treści staje się właściwie dobrowolna. Czy to źle? Tak, bo po przeczytaniu artykułu znika motywacja do zapłaty.  Wierzę, że przy odpowiednio dużej skali, po wejściu na nowe rynki (a pomoże w tym 3 mln euro) Blendle będzie zarabiać. Czy zarobią wydawcy?